Opublikowano dnia: 2020-01-13 - Kategoria: Aktualności

Rozmowa z Panem Profesorem Bartłomiejem Noszczykiem,

Kierownikiem Oddziału Klinicznego Chirurgii Plastycznej

Panie Profesorze, metodę aquafilling promowano jako nowoczesną, małoinwazyjną i co ważne, bezpieczną procedurę powiększania piersi, z której skorzystały tysiące polskich kobiet. Obecnie, część z nich, szacowana nawet na 6 tys., zmaga się ciężkimi powikłaniami po takim zabiegu. Wiele z nich stało się pacjentkami Kliniki Chirurgii Plastycznej naszego Szpitala.

Zacznijmy od tego, że program specjalizacji w chirurgii plastycznej obejmuje problematykę leczenia chorób piersi, w tym również plastykę piersi. Poprawa wyglądu piersi nie jest tematem nowym. Historia całego obszaru działań, ukierunkowanych na poprawę wyglądu piersi, sięgająca 200 lat, jest elementem programu specjalizacyjnego w chirurgii plastycznej. Adepci tej specjalności wiedzą więc, że na przestrzeni lat podawanie do piersi takich substancji jak olej mineralny, parafina czy silikon, za każdym razem kończyło się identycznie jak to jest obecnie przy metodzie aquafilling.

Amerykanie doszli do wniosku wiele lat temu, że nie wolno do piersi wstrzykiwać żadnych żeli, niezależnie od ich składu. Jest to procedura niedopuszczalna w nowoczesnej chirurgii plastycznej. Jakieś 10 lat temu, dobra firma szwedzka wprowadziła na rynek kwas hialuronowy (proteoglikan, rozpuszczalny, bardzo dobrze wchłanialny w organizmie). Specjaliści szwedzcy uznali, że z uwagi na jego właściwości, przede wszystkim wchłanialność, można go do piersi podawać. Ale po 3-4 latach od podania kwasu, zauważyli występowanie podobnych powikłań, jak w przypadku innych substancji. Odpowiedzialnie więc wycofali się z tego pomysłu. Inaczej sprawa przedstawia się z metodą aquafilling. Jego skład jest sprawą wtórną. Najważniejsze jest to, że żadnego żelu nie wolno podawać do piersi, o czym wie każdy chirurg plastyk. Do praktycznego stosowania tej metody wzięli się jednak ludzie, których specjalizacje były dalekie od chirurgii plastycznej. Byli to więc np. stomatolodzy, pediatrzy, a nawet tzw. specjaliści medycyny estetycznej. De facto takiej specjalizacji zakończonej państwowym egzaminem specjalizacyjnym nie ma. Dopiero, gdy pojawiły się komplikacje, pacjentki dowiadywały się, że lekarze, którzy wstrzykiwali im żel, przeszli zaledwie jednodniowe szkolenie lub ich specjalizacje były dalekie od chirurgii plastycznej. Generalnie, nastąpił tu zbieg dwóch okoliczności – brak świadomości o skutkach podawania jakiegokolwiek żelu do piersi i brak posiadania specjalizacji uprawniającej do ingerowania w tkankę piersiową.

W jakim czasie ujawniają się i w jaki sposób, powikłania po podaniu żelu?

Występują one, podobnie jak w przypadku podania innych preparatów, po kilku latach. Mogą też wystąpić wcześniej, ale warto podkreślić, że powikłania, a raczej następstwa podania żelu, są nieuniknione. Najczęściej objawiają się one w postaci stanów zapalnych, bólu, wyczuwanych zgrubień w piersi, wycieków, czy przesuwania się preparatu. Żel jest tylko w teorii łatwy do usunięcia, zachodzi on bowiem w interakcję z tkanką piersiową. Poza tym żel jest cięższy niż tkanka tłuszczowa piersi i gromadzi się w większe skupiska, swoim ciężarem przesuwając się w dół, a niejednokrotnie również w górę, często penetrując również do dołu pachowego i naciekając tętnicę pachową. Może również przenikać do opłucnej i płuc. Zdarzały się przypadki znalezienia żelu w trakcie operacji usunięcia macicy czy jajników, a konieczność przeprowadzenia tak radykalnych zabiegów przypisywano odległym skutkom obecności żelu w organizmie. Dodam, że symptomatyczne jest to, w jaki sposób żel sprawiający tyle problemów, pojawił się w Polsce. Niemal nie ma go w Niemczech, a we Francji, czy w Wielkiej Brytanii nikt o nim nie słyszał. Dlaczego? Bo rzeczywisty producent tego preparatu jest na Ukrainie. Jest to szerzej nieznana spółka, która weszła na rynek europejski w ten sposób, że wynajęła miejsce na mieszanie żelu w Czechach, dostając zezwolenie na funkcjonowanie w Europie. Spodziewając się problemów we Francji, czy w Anglii rozpoczęła swoją działalność od Polski.

Czy takie preparaty, jak ten o którym mówimy, przechodzą całą procedurę badań klinicznych, uprawniających je do stosowania w praktyce medycznej?

Badania kliniczne nie dotyczą takich preparatów. Żel nie jest lekiem, jest zarejestrowany jako produkt medyczny III klasy. Nie powinien więc mieć kontaktu z krwią. Zastanawiające jest, jak to się stało, że został on podany tylu kobietom. Pacjentka zgłaszająca się do zabiegu poprawy wyglądu piersi powinna mieć pewność, że osoba, która tego rodzaju zabiegi wykonuje, ma w tym celu odpowiednie uprawnienie. Bo jest to też jej odpowiedzialność prawna z tytułu powikłań, traktowanych jako błąd lekarski. Lekarz powinien mieć pewność, że stosuje preparat bezpieczny, dopuszczony do praktyki lekarskiej. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości powinien powiadomić nadzór farmaceutyczny. Nasz Szpital powiadamiał o stwierdzeniu licznych powikłań po zastosowaniu żelu aquafilling, więc producent o problemie doskonale wie. Z kolei producent żelu utrzymuje, że żel jest całkowicie bezpieczny, a powikłania przypisuje polskim lekarzom. W sprawach, które toczą się przed polskimi sądami trwa przerzucanie się odpowiedzialnością pomiędzy lekarzami, którzy wykonywali zabiegi, a dystrybutorem żelu.

Panie Profesorze, czy pacjentki leczące się w naszym Szpitalu należą do typowej grupy 3-6 lat po zabiegu? Czy są jakieś określone czynniki przyspieszające ujawnienie się powikłań?

Tak, nasze pacjentki zauważyły problemy po 3-4 latach po podaniu im żelu. Bodźcami, które aktywują następstwa podania żelu to np. jakieś zmiany hormonalne, ciąża, rozpoczęcie lub zaprzestanie brania leków antykoncepcyjnych, itp. Zwrócę uwagę, że nie wiemy dlaczego nawet najlżejsze zaburzenie hormonalne u kobiety, której podano żel, powoduje problemy w obrębie piersi. Kobieta wyczuwa niepokojące objawy, które skłaniają ją do zgłoszenia się do lekarza.

Czy obserwuje Pan Profesor w dalszym ciągu stały napływ pacjentek z omawianymi problemami?

Tak, szczególnie po programie „Superwizjer TVN”. Nie mniej, w kilku miejscach w Polsce w prywatnych placówkach lekarze leczą już te powikłania. Dla nas jest to istotne wsparcie, ale jest to też pewne obciążenie finansowe dla pacjentek, bo muszą tam płacić za leczenie. Dodam, że pacjentki często wymieniają między sobą informacje na temat leczenia powikłań. Często po prostu proszą swoich lekarzy, aby je do nas skierować.

Jak długo przebywa pacjentka w naszym Szpitalu?

Różnie, najczęściej jest wypisywana po 2-3 dniach. Staramy się przede wszystkim usunąć żel. Ale mamy również pacjentki, które są leczone nawet rok. Z ranami chodzą często tak długo.

Kiedy zauważył Pan Profesor zwiększoną liczbę przyjęć do Oddziału z tym problemem ?

Pierwsza pacjentka zgłosiła się 3 lata temu. Potem, po pewnej przerwie, nagle ruszył ich napływ. Preparat żelowy pojawił się w Polsce jakieś 7 lat temu, a więc problemy pojawiły się 3-5 lat po podaniu preparatu.

Czy po leczeniu w szpitalu są one pod opieką ginekologa w miejscu zamieszkania, czy jest to nadal zadanie naszego Szpitala?

Kontrolujemy nasze pacjentki w Poradni, ale wiele z nich pochodzi z różnych rejonów Polski i z powodów organizacyjnych wolą być pod być pod kontrolą swoich lekarzy na miejscu. Nie mniej mamy np. pacjentkę z bliskiej zagranicy, która większość kontroli pooperacyjnych ma na miejscu. Ale kiedy pojawia się potrzeba ponownego usunięcia żelu, to ona do nas wraca.

Myślę, że warto zachęcić kobiety zainteresowane poprawą wyglądu piersi, aby w tych zamiarach nie kierowały się reklamowaniem przez producentów wątpliwych materiałów medycznych, a przed podjęciem decyzji zasięgały opinii specjalisty.

To jest bardzo racjonalne podejście.

Dziękuję bardzo za rozmowę (EO).